|
Po bardzo dobrym meczu z Argentyną (minimalna porażka 86:88), przyszedł bardzo zły z Urugwajem (59:73). Polacy zagrali chaotycznie, mało agresywnie i nie potrafili przeciwstawić się fizycznie znacznie słabszym od Argentyny rywalom.
Spotkanie w Luna Parku Polacy zaczęli bardzo źle - pierwszego kosza zdobył co prawda bohater meczu z Argentyną Filip Dylewicz, ale potem zespół Mulego Katzurina stracił pięć punktów z rzędu. Mocno osłabieni Urugwajczycy (brakowało trzech najważniejszych obwodowych, czyli Nicolasa Mazzarino, Leandro Garcii Moralesa i Gustavo Barrei) zaskoczyli Polaków tym, czym biało-czerwoni mistrzów olimpijskich trzy dni wcześniej - szybkością i zdecydowaniem. Bronili wysoko i agresywnie, a w ataku albo dogrywali piłki do Estebana Batisty (jeśli nie trafiał, to wymuszał faule i punktował z linii), albo zdecydowanie rzucali z półdystansu. W 5. minucie Polacy przegrywali 4:12.
Drużyna Katzurina grała chaotycznie w ataku, słabo na desce i przede wszystkim źle w obronie. Ale po czasie i kilku zmianach (Iwo Kitzinger za Wojciecha Szawarskiego i Łukasz Koszarek za Krzysztofa Szubargę) Polacy poprawili się w każdym elemencie - zdobyli 10 punktów z rzędu (m.in. trójki Dylewicza i Szymona Szewczyka), lepszą obroną wymusili kilka błędów rywala i prowadzili 14:12. Pół minuty przed końcem pierwszej kwarty Kitzinger trafił za trzy po dobrym podaniu Szewczyka i było 19:16.
Drugą część Polska rozpoczęła od dobrego podania Koszarka pod kosz i wsadu Adama Łapety. Wydawało się, że od stanu 21:16 biało-czerwoni będą kontrolować przebieg gry, ale stało się coś zupełnie innego. Reprezentacja Katzurina rozegrała najgorszy fragment w trakcie krótkiej pracy Izraelczyka z kadrą. Urugwajczycy zdobyli aż 12 punktów z rzędu, wyszli na prowadzenie 28:21, a tuż przed przerwą prowadzili nawet 36:23. Polacy grali nieskutecznie, ale i niedokładnie - raz pokłócili się nawet o taktykę w trakcie rozgrywania akcji. Nieco ożywienia wniósł rezerwowy Paweł Kikowski, ale tylko jedną dobrą akcję pokazał Dylewicz, piłki gubił Szewczyk. Do przerwy Polacy mieli 10 strat - o jedną więcej niż w całym meczu z Argentyną - i tylko 34 proc. skuteczności z gry (11/32). Urugwaj wykorzystał 16 z 33 rzutów.
W trzeciej kwarcie Polacy zaczęli mozolnie odrabiać straty - w ataku sporo piłek kierowano pod kosz do Łapety, a ten zdobywał kolejne punkty wsadami, albo z linii. W obronie 21-letni środkowy gubił się pod koszem poruszając się w środku obrony strefowej 2-3, ale Polska odrabiała straty - w 25. minucie po wsadzie Łapety, a potem po najbardziej widowiskowej akcji meczu, było już tylko 40:44. Wspomniana akcja to popis Przemysława Frasunkiewicza, który dostał piłkę w prawym narożniku boiska, zamarkował rzut czym zwiódł obrońcę, wszedł po końcowej linii pod kosz i wykonał potężny wsad z naskoku. Po chwili Frasunkiewicz trafił dwa wolne i Polacy mieli tylko dwa punkty straty.
Znów jednak stanęli. Piątka z aktywnymi młodymi (Łapeta i Kikowski) opadła z sił, dwa razy dała się oszukać fizycznie grającym pod koszem Urugwajczykom i po trzech kwartach było 47:56. Czwarty faul popełnił Szewczyk, drugie przewinienie ofensywne złapał Szubarga, Łapeta zaspał w obronie i gra Polaków znów wyglądała bardzo źle.
W czwartej kwarcie nic się nie zmieniło. Polacy walczyli, ale w ataku pogrążali się w chaosie i pudłowali (21/62 z gry w meczu), a w obronie co chwila zostawiali miejsce szybkim rywalom. Z taką grą szans na zwycięstwo nie było.
W niedzielę o 20 w Luna Parku odbędzie się spotkanie o 3. miejsce w turnieju o Puchar Buenos Aires. Rywalem Polski będzie Argentyna lub Meksyk.
Polska - Urugwaj 59:73. Kwarty: 19:16, 9:23, 19:17, 12:17.
Polska: Szewczyk 11 (1), Dylewicz 11 (1), Szawarski 6 (1), Frasunkiewicz 4, Szubarga 3 oraz Łapeta 10, Kikowski 7 (1), Kitzinger 5 (1), Sroka 2, Koszarek 0, Wołoszyn 0.
Urugwaj: Aguiar 26, Batista 16, Silveira 9 (1), Paez 8, Gonzalez 4 oraz Aguilera 4, Vazquez 2, Haller 2, Elhorody 0.
Łukasz Cegliński, Buenos Aires
źródło. www.koszkadra.pl |