|
Wywiad ze skrzydłowym Bank BPS Basket Radosławem Hyżym. W niedzielę Bank BPS Basket gra ze Sportino. Czy powrót na dobrze znany parkiet w Inowrocławiu to powrót sentymentalny. Przecież tutaj stawiałeś pierwsze kroki w koszykówce ? Z jednej strony tak. To parkiet gdzie stawiałem pierwsze kroki w koszykówce, tu zaczynałem moją koszykarską karierę. Dlatego do Inowrocławia chętnie wracałbym z sentymentem. Niestety nie do końca tak jest, gdyż kibice w Inowrocławiu nie darzą mnie zbytnią sympatią. Powiem więcej, są do mnie wrogo nastawieni. Zawsze spotykałem się w Inowrocławiu z gwizdami i niestety nie tylko. Z powodu wyzwisk jakimi byłem obdarzany w Inowrocławiu, na mecze nie przychodzi moja mama. Ja w przeciwieństwie do mamy tym się zbytnio nie przejmuję. Dlaczego tak jest? Tego niestety nie wiem.
Czy oznacza to, że podczas niedzielnego meczu Radek Hyży w mieście gdzie się wychował będzie samotny? Nie skądże! Nasze zwycięstwo nad Sportinem będą oglądać moi znajomi, moi trenerzy, wśród nich trener Stężewski, który miał największy wpływ na moją karierę, mój tato.
Czyli obstawiasz zwycięstwo nad Sportino? Oczywiście. Oglądając terminarz byłem przekonany, że wygramy trzy ostatnie mecze pierwszej rundy. Uciekło nam zwycięstwo z AZS Koszalin, to duża szkoda. Jednak nie wyobrażam sobie, że możemy polec w Inowrocławiu.
Jak trafiłeś do koszykówki? Przypadkiem i dopiero w liceum. Nie pochodzę z samego Inowrocławia lecz z Włostowa pod Strzelnem. Dopiero z czasem rodzice przeprowadzili się do Inowrocławia. Wcześniej grałem w tenisa ziemnego, chciałam bardzo być drugim Fibakiem, dla młodszego pokolenia Wojciech Fibak to polski tenisista, który do tej pory z Polaków osiągnął największe sukcesy. Niestety tenis to drogi sport i w pewnym momencie nie było mnie stać na robienie kariery w tej dyscyplinie. Po podstawówce poszedłem do liceum z dużymi tradycjami koszykarskimi, a jako, że byłem zawsze wysoki trafiłem do koszykówki. Pierwsze kroki stawiałem w zespole Kasprowicza Inowrocław, a jaki czas potem, jeszcze jako junior trafiłem do zespołu seniorów Noteci. Tak się zaczęło moje ekstraligowe granie
Czy to, że obecnie grasz w Kwidzynie wynika z tego, że trenerem jest tutaj Andriej Urlep, szkoleniowiec z którym odnosiłeś wcześniej sukcesy? Gdyby nie trener Urlep nie byłoby ciebie w Kwidzynie? Największe sukces odniosłem do tej pory z trenerem Muli Katzurinem. To było przed sześcioma laty wicemistrzostwo Polski w barwach Śląska Wrocław. Jednak to trener Urlep powołał mnie do kadry i z nim grałem podczas hiszpańskich mistrzostw Europy. W tym sezonie nie chciał mnie żaden z polskich z zespołów. Dopiero trener Urlep podał mi rękę i zaproponował grę. Jestem za to mu wdzięczny.
Czy gra w ostatnim zespole ligi to wymarzone miejsce na kontynuowanie kariery przez byłego kadrowicza, wicemistrza kraju? Czy to już sportowa emerytura? Tak nie można mówić. Nie myślę jeszcze o sportowej emeryturze. Może pomyśle gdy będę w wieku Mike Ansleya. Poważnie, W mojej sytuacji, gdy dużo klubów wypięło się na mnie, cieszę się że udało mi się trafić do Kwidzyna. Takie rzeczy się długo pamięta. Jestem wdzięczny trenerowi i zarządowi Basketu, że znalazłem w Kwidzynie zatrudnienie. Do każdej gry staram się podchodzić profesjonalnie. Jak się zgadzam na kontrakt i grę w jakimś klubie, to wówczas gram jak najlepiej potrafię i staram się grać o jak najwyższy cel jaki jest możliwy. Czy Kwidzyn to miejsce wymarzone? Nie do końca. Zawsze interesuje mnie gra o jak najwyższe cele, o mistrzostwo, tym bardziej, że nie mam tytułów mistrzowskich ani w seniorach, ani juniorach. Jednak życie płata różne dziwne rzeczy, a czasami do mistrzostwa prowadzą najróżniejsze ścieżki, tym razem moja wiedzie przez Kwidzyn.
Zawsze grałeś w zespołach, które walczyły o jak najwyższe cele, tytuły mistrzowskie, medale. Basket gra jedynie o utrzymanie. Rzeczywiście najczęściej były to drużyny grające o wysokie cele. Wówczas nieco inaczej się gra. W takich zespołach jest niejako podział na rolę. Wypełnia się tę rolę i nie trzeba tyrać na boisku. Do takiej roli się już przyzwyczaiłem, zawodnika zadaniowego. Taka rola mi najbardziej odpowiada. Kiedy każdy z zespołu tę rolę wypełni jak najlepiej to zespół wygrywa, a nasze indywidualne statystyki w takim przypadku są nie istotne. Wracając do pytania, zawsze musi być ten pierwszy raz. Z Basketem nie będzie tak źle.
Czy Basket to zespół , który będzie grał tylko o utrzymanie czy zawalczy o coś wyżej? Powtarzałem to już wielokrotnie. Miejsce Basketu nie odpowiada umiejętnościom tego zespołu. Nie moją rolą jest ocenianie, dlaczego Basket przegrał dziesięć spotkań. Patrząc na skład i grę zespołu, chociażby mecz w Wałbrzychu, który obserwowałem osobiście, to nie wiem dlaczego Kwidzyn jest ostatni w tabeli. Skład i gra jest to nieadekwatna do wyników, które ten zespół osiągnął. Dobry trener , jakim jest niewątpliwie Andriej Urlep na pewno to zmieni. Do końca jeszcze cała runda, więc jestem przekonany, że zagramy o coś więcej niż tylko utrzymanie. Gra w play off jest na pewno w naszym zasięgu, a potem to loteria. Ta liga pokazuje, że każdy z każdym może wygrać. Więc bądźmy dobrej myśli.
Wracasz do gry po dłuższej przerwie. Jaka jest obecna dyspozycja Radosława Hyżego? Przerwa rzeczywiście była stosunkowo długa. Najpierw w lutym złamana noga. Po trzech miesiącach wróciłem do gry. Potem złamałem rękę. Od miesiąca już jestem w pełnym treningu. Dobrze się czuje, nic mi nie dolega. Jednak nie do końca czuje się tak jakbym chciał. Zdaje sobie sprawę, że moja dyspozycja mogłaby być lepsza. Jestem jednak przekonany, że osiągnięcie maksymalnej formy to tylko kwestia dni.
Czy cały czas myślisz o grze w reprezentacji Polski. Czy uważasz, że dostaniesz szansę gry w przyszłorocznych mistrzostwach Europy? Obecnie aby grać w kadrze należy spełnić dwa warunki, po pierwsze trzeba mieć polski paszport, a po drugie grać koszykówkę. Dlatego, że obydwa spełniam to szansę gry w reprezentacji na pewno mam zdecydowanie większą, niż przeciętny Polak. Poważnie. Na razie nie myślę o grze w kadrze. Myślę przede wszystkim o tym, aby jak najlepiej zagrać w Baskecie i wygrywać, a przy tym się dobrze bawić. Mamy dobry zawód. Nie wie tego ten, kto nie jest kontuzjowany i albo jest bezrobotnym koszykarzem. Byłem w kadrze trenera Muli Katzurina, zagrałem dwa sparingowe mecze Niemcami, ale to już było. Teraz wiem, że na mojej pozycji jest już pełna obsada, więc grę w kadrze traktuję raczej jako temat zamknięty.
Jak widzisz Kwidzyn? Dla mnie jest to bez znaczenia czy miasto jest duże czy małe. Jak się dobrze trenuje to się nie widzi miasta. Grałem we Wrocławiu przez kilka lat i pamiętam tylko treningi i korki. Miasta prawie zupełnie nie znam. Trenując w Śląsku o godzinie 23 musieliśmy być już w łóżkach, więc jak tu poznać prawdziwe życie miasta.
Radosław Hyży prywatnie. Żona, dziecko, sześcioletnia córka i dwa koty, niebieski brytyjski i perski. Marzy się meykun. Mieszkam w Tarnowie w mieście rodzinnym mojej żony. Uprzedzam pytanie, nie mam ulubionej potrawy, jem w zasadzie wszystko ani sprecyzowanego hobby, pochłaniam książki.
Dziękujemy za rozmowę
Rozmawiał Andrzej Chmielewski, rzecznik Basket Kwidzyn
|